“Portugalskie” sushi, czyli jak wykorzystać rybne konserwy

Tytuł wydaje się Wam prowokacyjny? Powiecie, że Portugalia i Japonia to dwa bardzo odległe państwa? Oczywiście, że macie rację. Jednocześnie tej racji nie macie …

 

Portugalczycy byli pierwszymi Europejczykami, którzy przybili do brzegów Japonii. Miało to miejsce w roku 1543. Jak wyglądała ta nie do końca zamierzona wizyta i w jakim stopniu odcisnęła się na historii i szeroko pojętej kulturze obu krajów, możecie przeczytać na moim blogu Luzomania. Z tego artykułu dowiecie się również, czy tempura jest japońskim, czy może jednak portugalskim “wynalazkiem” …

Tutaj zajmiemy się kulinarnym zjawiskiem, które już kilka lat temu rozgościło się w wielu polskich miastach – sushi. Jednym z jego składników może być surowa ryba. Jak wygląda dostęp przeciętnego Polaka do świeżej ryby, wiemy chyba wszyscy … Z pewnością jemy jej zbyt mało, jest ona wciąż jeszcze niedostatecznie dostępna a i jej ceny nieszczególnie zachęcają do zwiększenia jej konsumpcji.

Z rybą na sushi jest jeszcze jeden problem. Oprócz tego, że musi być ona oczywiście super świeża, nie nadaje się do niego każdy jej gatunek. Przyszło mi więc do głowy, aby spróbować zastąpić surową rybę, rybą również doskonałej jakości, bez żadnych zbędnych dodatków i konserwantów. Dokładnie takie są ryby w portugalskich konserwach. Tradycja ich wytwarzania sięga drugiej połowy XIX wieku, kiedy to Portugalczycy zaczęli wyrastać na prawdziwych konserwowych potentatów. Położenie ich kraju nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego, czyste wody i prądy wodne wybitnie sprzyjające życiu ryb w tym regionie , spowodowały, iż dzisiaj portugalskie ryby i owoce morza, uważane są za najlepsze na świecie. Więcej o historii konserw możecie przeczytać w moim artykule, opublikowanym w Magazynie Smak:

Artykuł opublikowany w Magazynie Smak

 

Mając w pamięci porady udzielone mi podczas swoistych warsztatów sushi, które dawał mi w Portugalii Kin Jiro, mój znajomy pół-Brazylijczyk, pół-Japończyk, zgromadziłem niezbędne składniki – ryż, listki nori, mój ulubiony czarny sezam i oczywiście sos sojowy.

Zamiast świeżej ryby, użyłem zapuszkowanej sardynki i cavali (małej makreli). Zobaczcie, jak pięknie wyglądały te niewielkie rybki po otwarciu puszek:

Cavala – mała makrela w oliwie

Ułożony na listkach nori ryż posypałem roztartym w moździerzu czarnym sezamem i solą. Za dodatki posłużył mi lekko podsmażony, czy raczej podduszony razem z czosnkiem szpinak i pokrojony w cienkie paski ogórek. Do tego oczywiście gałązka kolendry (życie bez kolendry byłoby smutne …). Efekt “rulowania” możecie zobaczyć poniżej.

Smacznego! 🙂

Sushi z cavalą przed zrolowaniem

Efekt końcowy – sushi z cavalą, szpinakiem, ogórkiem i kolendrą

Zapraszam również na fejsbukowy fanpage “andrasz-kulinarnie”

Konserwy z doskonałej jakości cavalą i sardynkami, otrzymałem od PORTUGALIA GOURMET